Impressum / kontakt

Wojciech Sztaba S.I. Witkiewicz w Paryżu 1908

część I

część II / część III /część IV.1 / IV.2 / IV.3 / IV.4



Witkacy
Zakopane, dworzec

Witkacy
Zakopane-Kraków


Witkacy
Nowa Reforma, 28.1.1908

Witkacy
Hotel Krakowski
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Witkacy
Hotel Krakowski
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Witkacy


Witkacy
Monachium - dworzec

Witkacy
Paul Gauguin, Portret Malarza S. (Ślewińskiego), ok 1891

Gauguin
Paul Gauguin, Faraara, 1893(?) Zob. przypis 15

Witkacy

Do Paryża!

Przygotowania i oczekiwania, sprawdzanie ekwipunku, obliczanie finansów, zapisywanie adresów, studiowanie rozkładu jazdy: Zakopane – Kraków, Kraków – Wiedeń, Wiedeń przez Salzburg do Monachium – i stąd wreszcie do celu. Podniecenie rodziców wyprawą syna jest wciąż wyczuwalne w pierwszych listach po odjeździe. Ojcu brak słów: Twoja kartka z Wiednia, a teraz, mój Boże! Każdy – a!1Paryż!
Podróż koleją z Zakopanego do Paryża trwała w 1908 roku około 40 godzin – nie licząc czasu między przesiadkami. Przebieg podróży można mniej więcej zrekonstruować na podstawie dostępnych rozkładów jazdy oraz skąpych wzmianek w listach. Jeden z prawdopodobnych wariantów wygląda tak: przyjeżdża z Zakopanego do Krakowa (ok. 6 godzin jazdy) w poniedziałek 27 stycznia, nocuje w Hotelu Krakowskim2, przy Plantach, na ulicy Dunajewskiego 23, niedaleko dworca i Akademii Sztuk Pięknych (gdzie studiował w latach 1905-1906). W porannym wydaniu „Nowej Reformy” z 29 stycznia (ale nie w „Czasie”) w rubryce Ruch przejezdnych odnotowany jest pobyt Stan. Ign. Witkiewicza z Zakopanego (28.1). Nawet ta wzmianka cieszy ojca: Twoje imię w spisie przejezdnych Hotelu Krakowskiego ma wartość. (L358). Wtorek, 28-go stycznia, Stanisław Ignacy spędza w Krakowie z Tadeuszem Micińskim, który po powrocie do Zakopanego zdaje relację ze spotkania Witkiewiczowi: Poeta wrócił oczarowany Tobą (…) ucieszył mnie tym, co mówił o Twoim usposobieniu. (L360) Tego samego dnia, wieczorem, Witkacy wyrusza dalej w podróż pociągiem do Wiednia, gdzie przybywa o 6-tej rano 29 stycznia, po około 8-miu godzinach. Do odejścia pociągu do Monachium pozostają mu prawie dwie godziny, z dworca wysyła kartkę do domu, która nadchodzi do Zakopanego już na następny dzień: Dziękujemy za kartkę, jesteś zacny człowiek, że piszesz. (L740) Do Monachium pociąg dociera o 18-tej, po prawie 10-ciu godzinach jazdy. Witkacy przerywa podróż i zatrzymuje się w gościnie w mieszkaniu Eugenii i Władysława Ślewińskich, na trzecim piętrze kamienicy przy Thorwaldsenstrasse 17, dwa kilometry od dworca, 25 minut piechotą. Tego samego wieczoru 29-go stycznia, w Zakopanem, matka pisze do syna: Ty może dobiłeś już do Monach[ium] i pod dachem Ślew[ińskich] zasypiasz, zmęczony podróżą. (L740). Nazajutrz, 30-go pisze z kolei ojciec: Dziś wyobrażam Ciebie na tle Monachium – a dalej – kiedy? – (L 358) Jak długo tu pozostaje, dzień, dwa? Tego nie wiemy.
***
Ślewiński jest w tym czasie autorytetem dla młodego malarza, konkurencyjnym wobec realistycznego malarstwa Stanisława Witkiewicza. Po zdaniu matury w czerwcu 1903 roku (bagatelizowanej przez ojca), szuka własnej artystycznej formy, rozgląda się w świecie sztuki – nadszedł czas na znalezienie się w przyszłym zawodzie. Spotkanie ze Ślewińskim nadało kierunek jego twórczości. I przygotowało do spotkania z Paryżem.
W 1904 roku na wiosnę, ogląda nowa sztukę w galeriach w Monachium, a potem starą we Włoszech. W maju wraz z kolegami, już studentami ASP, maluje w podkrakowskich Bronowicach. We wrześniu, zaproszony przez Karola Maszkowskiego do jego domu w Żabim na Huculszczyźnie, pilnie maluje pejzaże i Hucułki. Stanisław Witkiewicz w tym czasie ogląda teki z japońskimi drzeworytami przyniesionymi przez Feliksa Jasieńskiego i wtrąca w liście: Ty prawdopodobnie chciałbyś do tego strzelać, jak do garnków pana Dzieduszyckiego.3 (Czyżby syn miał wtedy bardziej konserwatywne poglądy na sztukę niż ojciec?) (L196) Maszkowski, rocznik 1868, bywał często w Zakopanem, także w 1902 roku w związku z pierwszą wystawą sztuk pięknych, w której debiutował Stanisław Ignacy. Studiował w Krakowie u Matejki, potem przez rok w Monachium, a od 1894-98 w Paryżu na École des Beaux-Arts i w AcadémieJulian. W 1925 roku opisał swoje wspomnienia w „Głosie Plastyków”: U Madame Charlotte4. Słynna Madame Charlotte prowadziła restauracyjkę, gdzie bywali Gauguin, Ślewiński, Strindberg, Munch, Mucha, Przybyszewski, Przesmycki, Mehoffer, Wyspiański, Franciszek Siedlecki – i Maszkowski, który na Huculszczyznę wyjechał może pod wpływem Gauguina i Ślewińskiego i który zapewne opowiadał młodemu koledze historie paryskie.5 Artystą wybitnym nie był, ale dobrym pedagogiem, od 1911 roku nauczał rysunku wieczornego na ASP w Krakowie. O jego malarstwie pisał recenzent z okazji wystawy w 1905 roku w krakowskim Pałacu Sztuki: ma specjalne swoje predylekcje. Rzuca brutalne plamy, obwodzi je czarnym konturem, miłym mu jest kontrast światłocienia, miłym mu jest zimny, zielony ton.6 Czy z powodu wspomnień z wielkiego świata sztuki, czy dla wskazówek i korekt starszego kolegi, pobyt u niego odpowiadał Stasiowi do tego stopnia, że wyraźnie zniecierpliwiony (i pewnie trochę zazdrosny) ojciec ponagla do powrotu: Czy wiesz, że to już czwarty tydzień, jak odjechałeś? (L203)
Na początku 1905 podejmuje źle widzianą prze ojca decyzję, zapisuje się na studia na ASP. Tymon Niesiołowski wspomina, że poznał Ślewińskiego zaraz po jego przyjeździe do Krakowa, i to dzięki Stanisławowi Ignacemu: Pamiętam doskonale moje pierwsze spotkanie z Władysławem Ślewińskim. Zaprowadził mnie do niego Staś Witkiewicz. Było to niedługo po jego przyjeździe do Krakowa. Nie wiem już przy jakiej ulicy miał wynajętych kilka pokoi, zawieszonych obrazami. (…) Ujrzałem u niego po raz pierwszy oryginały Gauguina (…) Zapalił w nas miłość do wielkiej sztuki francuskiej, jego kult dla Gauguina i nam się udzielił.7 (…) Otworzył nam oczy na barwy. Pokazał nam Gauguina, dźwięk jego barw i linii. Widocznie nas wyróżniał, bo wpuszczał do swej krakowskiej pracowni tylko Witkacego i mnie.8  Trudno jednak stwierdzić, kiedy to było, bo Ślewiński od końcu grudnia 1905 kursował stale między Krakowem i Poroninem. W rozmowie z Władysławą Jaworską Niesiołowski wspomina, że pierwsze spotkanie nastąpiło w 1906 roku. A więc w czasie, kiedy Witkacy przebywał w Krakowie na studiach. 25 lutego Stanisław Witkiewicz pisał do syna do Krakowa: Ucieszyłem się bardzo, że p. Ślewiński jest w Krakowie i że się nim i jego obrazami zachwycasz (oprócz błękitnego konturu) (L 323). Niewykluczone, że spotkanie nastąpiło już wcześniej. Ślewiński był w grudniu w Poroninie, pisał do Mehoffera: Mam nadzieję niedługo być w Krakowie. Trochę po nowym Roku.9 W tym krótkim czasie mógł odwiedzić Witkiewiczów w Zakopanem.

Wieść o przyjeździe Ślewińskiego do Polski po 17 latach pobytu we Francji mogła dotrzeć do Krakowa już z Warszawy, gdzie przyjechał na jesieni 1905, i gdzie w Salonie Krywulta przedstawił na wystawie 35 obrazów oraz dwa obrazy Gauguina. Wystawa nie miała powodzenia, przyniosła tylko kłopoty z urzędem skarbowym. Ślewiński przenosi się do Krakowa, mając nadzieję na profesurę w Akademii, odświeża paryską znajomość z Mehofferem, kolegą w krakowskiej „Sztuce”, profesorem na ASP, w którego pracowni studiuje rysunek Stanisław Ignacy. Ślewiński z pewnością odwiedza Akademię i być może spotyka też młodego Witkiewicza, zaprasza do pracowni. Wiele okazji do spotkań mieli potem w Poroninie i w Zakopanem, w latach 1906 i 1907. Ślewińscy zamieszkali w Poroninie, choć nie na długo, bo już we wrześniu 1908 znowu ruszyli w podróż! Ślewiński zachodził do Witkiewiczów w Zakopanem i mógł oglądać prace Stasia, te potwory, które i Ślewiński podziwiał (L362). Stosunki ze Stanisławem Witkiewiczem były przyjazne, kurtuazyjne (to dużo, zważywszy, że Ślewiński z kolegami malarzami polskimi był raczej skłócony, uznawał Boznańską, Gierymskiego, tolerował malarstwo Stanisławskiego i pastele Wyspiańskiego, ale przyjaźnił się głównie z literatami, Kasprowiczem, Staffem, Porębowiczem). Dzieliły ich poglądy na sztukę, Witkiewicz nigdy nie zaakceptował płaskiego, dekoracyjnego stylu Gauguina, którego nie wyczuwał, przeszkadzał mu kontur, maniera - należy wyzbyć się tej Gauguinowskiej czy Van Goghowskiej egzemy (L488) - porównywał jego obrazy, zapewne uważając to za pochwałę, z malarstwem Adama Chmielowskiego - Brata Alberta. Jeden temat na pewno ich łączył – sztuka ludowa. Czym dla Witkiewicza był styl zakopiański, tym dla Ślewińskiego, lubiącego się z chłopska ubierać – bretoński. Ślewińscy podróżowali ze swoim dobytkiem, z obrazami, książkami i meblami – drewnianymi, rzeźbionymi meblami bretońskimi, ławami, skrzyniami, zamykanymi łóżkami. Już wtedy przyjmował postawę przeciw maszynie, która pochłaniając inwencję człowieka standaryzowała wszystko i banalizowała.10
Czy kontakty między Ślewińskim a Stasiem miały charakter nauczyciela i ucznia? Może nie w znaczeniu systematycznej, wspólnej pracy, zadań i korekt, ale na pewno jako fascynacja młodego artysty twórczością i poglądami mistrza, innymi, co ważne, od ojcowskich – choć po paru latach, z nowymi doświadczeniami, zauważy ich podobieństwo. Sztuka Ślewińskiego jest inna od tego, co dotychczas widział, jest o czymś innym, aniżeli o sprawie społecznej i narodowej, nie ma w niej ani wielkich tematów, ani anegdoty, jest niemal o niczym – za mało dla  polskich widzów. Artystyczne credo Ślewińskiego było proste: piękno, moim zdaniem, jest to przykazanie boskie, (…) prawo natury (…) księga w której tylko artysta czytać potrafi. Sztuka – to umiejętność wysłowienia odczutego piękna danej chwili za pomocą zewnętrznych znaków (…) nie ujętych żadnym prawem – Zrozumieć mogą je artyści, a odczuć - garstka śmiertelników11. Gauguina cenił za walkę przeciw realizmowi, zupełnej zgniliźnie i dekadencji12 – więc za oczyszczanie sztuki i pewnie mówił o tym swoim młodym kolegom. Credo pasuje do tego, co i jak malował - kwiaty, martwe natury, pejzaże i portrety – malarstwo czyste, jak nazwie jego sztukę Tytus Czyżewski13, późniejszy kolega Witkacego z czasów Formizmu.
Wprawdzie i u Ślewińskiego sztuka zaczyna się od słowa „natura”, ale jej rola jest inna niż w teorii Stanisława Witkiewicza, który widział w niej przewodniczkę malarza, prowadzącą jego rękę tak, by przez obserwację fragmentów przemienionych w kreski i plamy barwne, z owego alfabetu natury, tworzyć całość: Nie zajmuj się kwestią, czy to nos, czy nie nos (…) kładąc ostatnią plamę na płótnie ujrzysz głowę – Hucułki. (L193) Dla Gauguina, Ślewińskiego i bliskim im artystom, natura ma głębsze, metafizyczne, ukryte znaczenie, piękno jest jej przejawem, przenika całe stworzenie, jest uchwytne i nieuchwytne, odczuwalne, przeczuwane, wyrażalne tylko w zarysach, w uproszczonych znakach dalekich od alfabetu, w syntezie form nasyconych uczuciem. To uczucie jest czymś innym niż Stimmung realistów, nie jest czymś nadanym obrazowi, nastrojem radości, melancholii, czy „szarej godziny”, ale obrazem subiektywnego stanu artysty. Te myśli, idee znajdą różne nazwy, u Witkacego ich echem będzie uczucie metafizyczne i Jedność w Wielości, znak syntezy.

Aura Gauguina dopełniała postać Ślewińskiego. Ślewiński, świadek, uczestnik i współtwórca nowej sztuki był niewyczerpaną kopalnią wspomnień o Gauguinie14, o pionierskich czasach w Bretanii, o spotkaniach artystów i ich rozmowach w Paryżu. - i były to opowieści równie istotne jak same obrazy, jego i Gauguina - opowieści z aurą nowości. A trzeba mieć na uwadze, że sztukę tę znano bardziej z opowiadań niż z widzenia. Jan Topass pisał z Paryża do „Krytyki” piękne eseje o Gauguinie, Ensorze, van Goghu, Cézannie – ale bez ilustracji. Podobnie w wiodącym piśmie o sztuce wychodzącym w Monachium – „Die Kunst für Alle“ - entuzjastyczny artykuł o van Goghu – bez jednego przykładu!
Ślewiński posiadał cztery prace Gauguina: Faraara, o tematyce tahitańskiej (we wspomnieniu córek Kasprowicza przedstawiał Tahitankę w barwnym stroju na tle egzotycznego krajobrazu), kupiony na aukcji w 1895 roku15 przed drugą podróżą Gauguina na Tahiti, Portret Ślewińskiego, pastel Dwie dziewczynki bretońskie oraz Portret dziecka. Kiedy na wiosnę 1907 roku znana z promowania najnowszej sztuki Galerie Miethke we Wiedniu wystawiła 72 prace Gauguina, Witkacy pojechał z Tymonem Niesiołowskim je zobaczyć, i w decyzji tej z pewnością miał udział i Ślewiński. To wystawa bardzo ważna dla recepcji Gauguina, zapowiadana w prasie już od początku roku. Przedstawiła 41 obrazów olejnych, w tym liczne z Tahiti, ponad 20 grafik (rysunki, pastele, litografie, drzeworyty), 6 rzeźb w drewnie i 4 ceramiki. Towarzyszyła jej książka Gauguina, Noa Noa, czyli piękny zapach, zawierająca manifest artysty porzucającego Europę.16 

Stanisław Ignacy przejął od Ślewińskiego bardzo wiele – niechęć do realizmu, syntetyczne traktowanie formy, także technikę malarską, co będzie jeszcze po latach wspominać (krytycznie) w Jedynym wyjściu w związku z malowanym przez Marcelego obrazem na płótnie zagruntowanym klejem z króliczych skórek: nie przeszedł w porę na gładkie olejne płótna, na których wszystko zrobić można, i zabrnął w bezwyjśćnik absorbujących szmat à la Gauguin, Van Gogh i nasz Ślewiński Władysław17. O technice i sposobach jej przekazywania uczniom dowiadujemy się ze wspomnień jego studentów, którym radził własnoręcznie przygotowywać płótna, nie zaklejać ich zbyt mocno, na gładko, następnie stosować ograniczoną do ośmiu farb palety, z której wyłączone były np. „ziemie”. Wspomina o tym także Tymon Niesiołowski, drugi zakopiański uczeń, i, być może, bardziej czujący się uczniem Ślewińskiego niż Stanisław Ignacy18. Stanisław Witkiewicz pisał do syna o wpływie Gauguina na malarstwo Niesiołowskiego, oczywiście niedobrym, jego zdaniem. Ciekawe, że, jak wspomina Niesiołowski, tacy ludzie, jak Wyspiański czy Mehoffer, nie wspomnieli nawet na marginesie korekt, co sami zawdzięczali francuskim twórcom19
***
O czym mogli rozmawiać, po półrocznym niewidzeniu się, w Monachium na Thorwaldsenstrasse? Witkacy usłyszał zapewne jeszcze raz historię o Paryżu, o przyjaźni z Gauguinem, o studiach w wolnych akademiach, o spotkaniach ze znanymi teraz artystami w restauracyjce Madame Charlotte, może o Maszkowskim. Ślewiński dawał mu praktyczne rady dotyczące życia w Paryżu, miejsc istotnych do zobaczenia, szkół, znajomych artystów. Ale poruszali zapewne i inne tematy, jak mająca się odbyć w lutym i marcu wystawa w krakowskim Pałacu Sztuki (TPSP), w której obaj będą uczestniczyć. Albo, co bardzo prawdopodobne, o krakowskim środowisku artystycznym, pełnym afer i intryg, a intrygi, wiemy to z powieściowych przygód Bunga, interesowały młodego Bunga-Witkiewicza. Na przykład afera wokół krytycznych artykułów w krakowskim „Czasie” o towarzystwie artystów „Sztuka”, o które niesłusznie został posądzony Mehoffer a w co wplątany był i Ślewiński. Z kolei wystąpienie Ślewińskiego z krakowskiej „Sztuki” szczególnie uraziło Mehoffera, zarzucającego malarzowi z Francji prywatę i brak ideowej postawy – co było, jak to często bywa, nieporozumieniem wynikającym z różnych doświadczeń. Ślewiński czuł się niezrozumianym i niedocenionym przez polskich kolegów, traktujących go jak przybysza z zagranicy, zarzucał polskiemu środowisku zacofanie i brak orientacji w nowych zjawiskach w sztuce20. Jego wystawa w TPSP w 1906 roku nie miała dobrej prasy. Po zbiorowej wystawie w Krakowie - wspomina Niesiołowski - malarczyki pomawiali go o receptę ”paryską” w malowaniu. Pojawił się artykuł krytyczny p. Cybulskiego, rzekomo inspirowany przez Mehoffera21. Recenzent pisał w „Krytyce”: Wystawa, którą widzieliśmy, nie daje poznać twórczości Ślewińskiego w całej pełni. Nie przyniosła nam kompozycji, lecz studia, akty etc.22Przykład nieporozumienia, niespełnionych oczekiwań – studia, akty – to było właśnie malarstwo tego artysty … W liście napisanym z Monachium do przyjaciela w styczniu 1908 roku, 3 tygodnie przed przyjazdem Witkacego, Ślewiński skarżył się na stosunki w Polsce, wspominając pogodne życie w Paryżu i Bretanii, zwłaszcza w porównaniu z piekielnymi wydarzeniami. Które przeżyliśmy w naszej uroczej ojczyźnie. Gdyby Pan wiedział, co za życie prowadzimy od dwóch lat! Najlepsze jeszcze z tego, to chwile spędzone przez kilka miesięcy w górach23
Po jednym lub po dwóch dniach Witkacy wyjechał z Monachium. Wysłał dwie kartki do Zakopanego.

Z Monachium do Paryża jazda trwa najdłużej, 14 godzin, przez Stuttgart, Karlsruhe, Strassburg. Pierwsza kartka Witkacego z Paryża dochodzi do Zakopanego 4-go lutego, wysłana była więc 1 lub 2 lutego, co by znaczyło, że Witkacy wyjechał z Monachium już 31 stycznia, po jednym dniu przerwy u Ślewińskich, o 6.30 rano.

Luty 2016

1 Cytaty z listów S. Witkiewicza wg Stanisław Witkiewicz, Listy do syna, opracowały Bożena Danek-Wojnowska i Anna Micińska, Warszawa 1969, w tekście oznaczone skrótem L i liczbą strony.

2 Neogotycki budynek przy ulicy Dunajewskiego 23, róg Garbarskiej, został w latach 30-tych zburzony, na jego miejscu wybudowano modernistyczny bank.

3 Zapewne ta nieco dziwna uwaga odnosi się do eksponatów w zbiorach lwowskiego Muzeum założonego przez hrabiego Włodzimierza Dzieduszyckiego. W muzeum znajdowały się obok zbiorów przyrodniczych także prehistoryczne i etnograficzne, a wśród nich musiały być i „garnki”, które Witkiewiczowie najpewniej widzieli w czasie pobytu w mieście w związku z egzaminami Stasia w gimnazjum. Zob. Włodzimierz hr. Dzieduszycki, Przewodnik po Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie, lwów 1895

4 Karol Maszkowski, « U Madame Charlotte », Sztuki Piękne II, 1925-1926, s. 24-25

5 Huculszczyzna stała się w tym czasie ważnym motywem dla krakowskich malarzy, m. in. dla Kazimierza Sichulskiego, Władysław Jarockiego i Fryderyka Pautscha. W 1905 roku w krakowskim TPSP wystawiał studia z Huculszczyzny Kazimierz Sichulski.

6 Marian Olszewski, „Krytyka” 1905, R VII, T I, s. 505

7 Tymon Niesiołowski, Pamiętnik (maszynopis) cyt. za Władysława Jaworska, Władysław Ślewiński, Warszawa 1991, s. 168,

8 Władysława Jaworska, dz. cyt., s. 101

9 Jw., s. 74

10 Jw. s. 162

11 W liście do Antoniego Potockiego, opublikowanym w paryskiej „Sztuce” w 1904 roku. Cyt. za: W. Jaworska, dz. cyt., s 146

12 Jw., s. 107

13 Jw., s. 16

14 Jw., s. 162

15 Jw., s 57, 76.W katalogu obrazów Gauguina znajduje się wprawdzie obraz pod podobnym tytułem, ale datowany jest na rok 1898, przedstawia 9 postaci w tahitańskim pejzażu, znajduje się obecnie w Kopenhadze, w Ny Carlsberg Glyptotek. Według Władysławy Jaworskiej ten właśnie obraz posiadał Ślewiński, co jednak nie odpowiadałoby dacie odczytanej jako 1898 (sygnowany Faiara P. Gauguin 98), czyli trzy lata po aukcji, na której miał go zakupić Ślewiński. Zob. Tadeusz Makowski, Pamiętnik, opracowała, wstępem i komentarzem opatrzyła Władysława Jaworska, Warszawa 1961, s. 370

16 Zob. Wojciech Sztaba, Żal mi tropików, "Konteksty", numer 2014/3-4 (306-307), s. 377-390

17 S.I. Witkiewicz, Dzieła zebrane. [Tom 4:] Jedyne wyjście. Opracowała Anna Micińska. Warszawa 1993, Państwowy Instytut Wydawniczy, s. 168

18 Wg W. Jaworska, dz. cyt. s. 169

19 Tymon Niesiołowski, Wspomnienia, Warszawa 1963, s. 207

20 Zob. jw., s. 54 i 147 passim

21 Jw., s 169

22 G-H-G, „Krytyka” 1906, R VIII, T I, s. 182

23 W. Jaworska, dz. cyt., s 146